Strona gwna Muzeum Mapa Sopotu Galeria Galeria

List Alojzego Żółkowskiego - Zoppot 1840

List II
D. 10/7. 40


Do kochanego kolegi Szymanowskiego.

Kochany mój kolego !

Dnia 30 czerwca rb. we wtorek punkt o godzinie 7 przybyłem szczęśliwie do Gdańska. W drodze nie miałem żadnego innego przypadku prócz nieszczęsnego ataku, ale trwał krótko i przytomności nie straciłem; złapał mnie wtenczas, kiedym chciał usnąć w bryce. Zresztą droga się odbywała jak najlepiej, poczciwy Bąk wiózł nas dobrze, tylko drogi którymi jechał, były przeszkaradne. 27-go o 5-ej wieczór przebyliśmy granicę. Rewizorowie wzięli się do bryki, ale bardziej Zuzię rewidowali jak rzeczy; zrewidowawszy ją przekonali się że to nie była nowa rzecz, ale już używana, przeto puścili za granicę. Jechaliśmy najswobodniej do Gdańska. Mama moja tylko kilka razy mi zachorowała, ale teraz dzięki bogu zupełnie jest dobrze. Przybywszy do Gdańska stanąłem w „Hotel d'Oliwa”. Z początku nie mogłem sobie dać rady z pieniędzmi, z tymi feningami, silbergami, schtalbertami [sic!] itp., ale się później z nimi zapoznałem. Udałem się nazajutrz, Kochany Panie Wojciechu, do W-o Thiess, przyjął mnie bardzo dobrze. Kupcy wydali mi tylko pieniądze, ale się więcej mną nie zajmowali, niech ich diabli porwą! Polacy zaś (paniczykowie z pszenicą) dosyć się zimno ze mną obeszli, ja też nie potrzebuję ich łaski. Jeden poczciwy wice-konsul Thiess, co może, to mi robi. Niech mu Bóg da wszystko dobre; i pan Duczyński, który przy nim pracuje. Ci nie odstępują biednego rodaka. Rozmawialiśmy często o naszym teatrze itd., pozwolił nam swojego kocza i pojechał z mamą do Soboth [sic!] czyli Zoppot. Na koniec zobaczyłem morze, bardzo jest piękne i wspaniałe, byłem także w Fahrwasser: wyobraź pan sobie sto kilkadziesiąt okrętów razem, to widok! Musiałem kilka razy jeździć do Zoppot, nim znalazłem mieszkanie; nająłem wreszcie od rybaka Schultz nad samym morzem za 20 talarów, i dnia 4-go lipca wieczorem przeprowadziłem się tam. Mamy wygodne mieszkanie. Będąc w Gdańsku udałem się z listem Zeemana do najlepszego poleconego mi przez W-o Thiess, doktora Diesburg, ten wyrozumiawszy zupełnie moją słabość, zalecił dietę przepisał lekarstwa i najmniej 60 kąpieli morskich, ale tylko co dzień jedną, więcej nie pozwolono, przeto w liście pisanym do W-o Koss upraszam o przedłużenie urlopu do dnia 15 września, czego mi zapewne nie odmówi. Kochany Panie Wojciechu! Wszędzie dobrze ale w domu, w Ojczyźnie najlepiej, obym jak najprędzej mógł Was wszystkich oglądać. Pieczeń, którą nam tak dobrze poradziłeś, wystarczyła na długo, zgon jej nastąpił w obiad dn. 29-go czerwca.

Na koniec kąpię się w morzu, zacząłem dnia 5 lipca w niedzielę o godzinie 11-ej. Woda szczypie, szczególnie w kroku, myślałem, że mnie diabli porwą, wylazłem z niej jak rak czerwony. Używa z przepisu doktora szklankę tej wody zawsze przed śniadaniem, ażeby uregulować mój poczciwy stolec. Nakazano nam także przechadzkę, muszę bardzo wiele chodzić, gdyż ból w prawy boku powiększał się. Chodzę najczęściej nad morzem, jest to moja najulubieńsza przechadzka. Dn. 7 b. mieliśmy przypadek: ku wieczorowi udałem się z matką nad morze, czas był pogodny zupełnie, szliśmy ciągle po piaskach, daleko bardzo od domu. Nagle niebo okropnie się zachmurzyło, wiatr straszliwy się zerwał, a poruszywszy piaski zasypał nam oczy zupełnie, musieliśmy się położyć na ziemi, aby nas w morze nie wrzucił. Później dopiero, gdy deszcz padać zaczął, zaczęliśmy uciekać, a ponieważ bliższe domy były pozamykane, musiałem się z mamą schować do małego prewetu i tam już spokojnie z męstwem oczekiwaliśmy końca tej burzy. Mam chęć zwiedzić wyspę Helę, 6 mil morskich oddaloną od brzegu, ale się obawiam podobnej katastrofy, przeto oczekuję zupełnie pogodnego dnia i pomyślnego wiatru. Zresztą kochany Panie Wojciechu, mam się dobrze i moja mama także. W Zoppot jest dosyć osób, ale ani jednej kobiety ładnej, wszystkie bestie szkaradne. Teatr w Gdańsku stoi, ale wcale nie grają, a tu prócz szumu bałwanów morskich nic więcej nie słychać. Życie jest bardzo drogie, doktór i lekarstwo kosztują okropnie, obawiam się przedwczesnego zgonu pieniędzy, przeto napomknąłem cokolwiek u W-o Koss, może się też zlitują nademną. Oto jest wszystko, K. P. W., co się ze mną dzieje, teraz ja i Mama ściskamy Pana serdecznie, żonie pańskiej i... [brak dalszego ciągu].

Co do mnie ściskam Pana po milion razy i proszę, zaklinam na wszystko, co możecie mieć najdroższego, napisz do mnie jak najprędzej, listu Twego, Panie Wojciechu, będę wyglądał jak zbawienia. Wielmożnym Pułkownikowi Listowskiemu i JWżnym znajomym Ci, Panie Wojciechu, moje najgłębsze uszanowanie.

Futro niech będzie błogosławione na wieki wieków Amen!

Dmuszewskiego uściskaj Pan ode mnie. Mama moja dowiaduje się o kanarach, ciągle o nich myśli, przeto donieś nam, co się w domu dzieje. Pani Peszyńskiej ukłon zsyłamy, Juliana Bożysławskiego i Brata, i Bratową ściskam serdecznie oraz Kazia Baranowskiego. Kolegom moim ukłon, szczególnie Jasieńskiego uściskaj Pan ode mnie, Szymonowi Rozen moje uszanowanie.

Teraz adie, jeszcze raz ostatni ściskam Cię, Panie Wojciechu, w krótkim czasie tyle mi dałeś dowodów przyjaźni, że dopóki żyć będę, serce moje nigdy o tym nie zapomni. Rad twoich słucham i słuchać będę. Obym jak najprędzej mógł zawołać: Jak się masz, Kochany Panie Wojciechu!
Bądź mi zdrów, a nie zapomnij napisać do mnie.

Alojzy Żółkowski


Rysunek Żółkowskiego z Sopotu z roku 1840



źródło: TPS- Rocznik Sopocki 2003



 
Dawny Sopot 2006 - 2017, Informacje na temat projektu