Strona gwna Muzeum Mapa Sopotu Galeria Galeria
Pokaż wszystkie opowiadania Opowiadanie o pewnym żydzie z ulicy Podjazd



Opowiadanie o pewnym żydzie z ulicy Podjazd



Mieszał na ul. Podjazd pewien żyd, który był jubilerem. Jakimś cudem zdołał wojnę przeżyć, ale prawdopodobnie jak większości nie bardzo podobało mu się co się w dziesięcioleciu po wojnie z Polską działo. Toteż jak wielu mu podobnych, zdecydował się na emigrację. A było to po odwilży chyba w roku 1956. Jubiler jak to Jubiler powinien jak wiadomo z założenia posiadać złoto - w szczególności, jeśli przewiduje urządzenie się w nowym kraju, co oczywiste - wymaga znacznego nakładu środków. Obowiązywał naturalnie zakaz posiadania,tego ostatniego jak również wywożenia, oddychania i wielu innych podobnych rzeczy.

Dwaj smutni panowie wyszli z tego jakże oczywistego założenia i wraz z ekipą poszukiwawczą zjawili się na Dworcu Morskim w Gdyni, na nabrzeżu francuskim skąd odpłynąć miał "Stefan Batory" zawożąc Jubilera wraz z rodziną i kilkoma wielkimi, pomalowanymi na czarno skrzyniami dobytku w miejsce które wybrał na spędzenie reszty życia. Obowiązywał jak wiadomo również zakaż powrotu.

Zaczęto przeszukiwać dobytek Jubilera. Powoli, metodycznie, bez pośpiechu z morderczą pewnością znalezienia i precjozów. Przeszukano każdą rzecz pod kątem rzekomego przemytu. Dokonano rewizji osobistej, nawet bardzo osobistej, porozkręcano wszystkie skrzynie - myśląc że mają podwójne dno, przekartkowano każdą książkę. Nie znaleziono absolutnie nic. Dwaj smutni panowie kierujący rewizją posmutnieli jeszcze bardziej...

W końcu, poskręcano czarne skrzynie z powrotem, popakowano w nie poprzednio wybebeszoną zawartość, z niedbalstwem wartym tyle samo co wcześniejsza skrupulatność przeszukania. Smutni panowie dwaj, nadal nie mogący uwierzyć w swoją porażkę próbowali zmusić Jubilera do zdradzenia miejsca ukrycia precjozów co oczywista zdało się na nic. W końcu dali za wygraną, skrzynie wraz z właścicielami przeszły odprawę. Panowie stojący na nabrzeżu odprowadzali tęsknym wzrokiem rodzinę wchodzącą na trap. Ostatnim wysiłkiem SB-ckiej woli jeden z panów poprosił o zdradzenie miejsca ukrycia złota przyrzekając brak jakichkolwiek konsekwencji. Kiedy ostatnia skrzynia znalazła się na pokładzie "Batorego" żyd ze smutnym uśmiechem na ustach powoli wydobył z kieszeni mały scyzoryk. Podszedł do jednej ze skrzyń i zaczął leniwym i nieporadnym ruchem zeskrobywać warstwę grubej, czarnej farby z okucia skrzyni. Panowie na nabrzeżu wraz z ekipą zastygli w poczuciu bezsilności. Okucia skrzyń odlane były ze złota i pomalowane dla niepoznaki grubą warstwą ordynarnej, czarnej, olejnej farby. Zaznaczyć należy że skrzyń było kilka i wykonane były z iście przedwojenną solidnością, licząc 4 okucia na każdą skrzynię łatwo jest przypuszczać, że Jubiler miał z czego urządzać się w nowej ojczyźnie.




Rok z którym związane jest opowiadanie 1956
źródło pochodzenia opowiadania Opowieść uwiarygodniona, przez dziadka autora, który pracował w porcie, kontrolując jakość towarów wysyłanych na eksport wtedy głównie niestety na wschód (przyp. aut.)
Autor opowiadania Wojciech Wąsowski
Powiązanie z przewodnikiemul. Podjazd



wróć do listy opowiadań



 
Dawny Sopot 2006 - 2017, Informacje na temat projektu